Dobiegają końca Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Dziś wieczorem finał.
Jak zawsze było kilka niespodzianek.
Faworyci polegli z mniej znanymi reprezentacjami. Odpadający z turnieju, jak to się często zdarza, dopatrywali swojej klęski w niesprawiedliwej pracy arbitrów prowadzących spotkania. Nawet nowoczesne rozwiązania w postaci VAR-u niewiele tutaj zmieniły.
Dla setek tysięcy kibiców stadiony stały się „świątyniami”, a powodzenie reprezentacji szczęściem przekraczającym wszystkie dotychczasowe wydarzenia z ich życia.
Gdyby tak cały „ten entuzjazm” przenieść na płaszczyznę wiary, to Królestwo Boże przybrałoby solidne rozmiary.A tak dzisiaj jest „ziarenkiem gorczycy”, „skromnym zaczynem”.
Wzrastając konkuruje z chwastem zła. Ostateczne „zwycięstwo” jest jednak po jego stronie.
Każdy z nas może stać się architektem tego zwycięstwa. Staje się nim ten, kto słucha, daje się prowadzić Duchowi Świętemu i wierzy, że Bóg ma pieczęć nad wszystkim.


